Martynę i Szymona, bohaterów dzisiejszej opowieści, poznałem kilka lat temu. Naszym pierwszym spotkaniem była sesja narzeczeńska w Dolinie Będkowskiej. Jakiś czas później spotkaliśmy się ponownie na ich ślubie, który miałem ogromną przyjemność fotografować. Wisienką na torcie była genialna przygoda w Tatrach. Sesję ślubną zrealizowaliśmy, w czasie halnego, na Hali Gąsienicowej. I jak się okazuje nie był to koniec naszej historii, bo na świecie pojawił się dzidziuś.
Skoro poprzednią sesję zrobiliśmy w górach, to i tym razem niziny nie wchodziły w grę. Koskowa Góra w Beskidzie Makowskim położona jest nieco niżej niż Hala Gąsienicowa, ale idealnie sprawdziła się jako tło do sesji rodzinnej.
Poniżej krótka historia Martyny, Szymona i Dzidziusia.