Sierpniowy ślub Marioli i Huberta był prawdziwą opowieścią o miłości, emocjach i nieprzewidywalnej górskiej aurze. Choć pogoda płatała figle, a popołudniowy deszcz nie odpuszczał ani na moment, nie odebrało to ani odrobiny magii temu wyjątkowemu dniu. Wręcz przeciwnie – cała historia nabrała jeszcze większej głębi.
Kulminacyjnym momentem była zdecydowanie chwila first looku. Spotkanie Marioli i Huberta przed ceremonią to był czas tylko dla nich – pełen emocji, wzruszeń i łez szczęścia. To właśnie takie momenty przypominają mi, dlaczego kocham fotografię ślubną.
Wesele odbyło się w niezwykle klimatycznej Willi Poprad – miejscu, które idealnie wpisało się w górski charakter tej uroczystości. Pierwszy taniec w ich wykonaniu był pełen elegancji i uczuć, a zaraz po nim… prawdziwa eksplozja energii! Goście rozkręcili parkiet na dobre, tańcząc do białego rana z uśmiechami od ucha do ucha. Atmosfera była absolutnie wyjątkowa – czuło się radość, bliskość i niesamowitą energię, jaką wnieśli ze sobą ci cudowni ludzie.
Nasza wspólna historia zaczęła się jeszcze przed ślubem, podczas sesji narzeczeńskiej w Pieninach – u stóp Trzech Koron. Luźna atmosfera, nieformalne stroje, śmiech i przytulenia – liczyła się tylko ich miłość i bycie razem. Uwielbiam takie sesje, kiedy wszystko dzieje się naturalnie i bez pośpiechu – w moich ukochanych górach.
Po ślubie spotkaliśmy się ponownie – tym razem nad Jeziorem Czorsztyńskim, z majestatycznym widokiem na Tatry. Trafiliśmy na absolutnie magiczny zachód słońca. Ciepłe światło, spokojna woda, romantyczna atmosfera – stworzyliśmy wtedy serię zdjęć, które na zawsze będą opowiadać historię ich miłości.
Mariola i Hubert to para, z którą od początku czułem fotograficzną więź. Dali mi ogromne zaufanie i wolność twórczą, a ja mogłem być częścią ich opowieści – w miejscu, które kocham całym sercem. Bo wszystko działo się w górach. A ja… kocham góry.